Nałogiem i pomyłką jest postrzeganie świata jako zlepka materii.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Jak "dostać mordy" i nie zwariować ;)



Dzień kolejny objęta niemal przymusem spędzę czas w domu. Przynajmniej do póki upał nie zelży.

Na ten wydumany bardziej niż rzeczywisty przymus złożyło się pierwsze w życiu zwolnienie lekarskie z pracy z powodu, że tak to ujmę niedyspozycji. W efekcie wypadku rowerowego, którego sama nie uskuteczniłam nabawiałam się mordy :) Otóż to. Żadne inne stwierdzenie nie jest adekwatne i równie obrazowe do stanu rzeczy. Quasimodo bezsprzecznie został w tym momencie zdetronizowany. Podobnie jak Gołota po Lewisie czy innym Tysonie.

czwartek, 1 sierpnia 2013

" Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą..."



Kilkanaście minut temu zawył buczek. Syrena równo o 17 - tej oznajmiała godzinę "W". Gdyby nie jej dźwięk zapomniała bym, że to dziś - ot błogi i bezpieczny marazm codzienności.
Z perspektywy czasu i pokolenia, które wojnę widziało jedynie na srebrnym ekranie jest to wyłącznie symbol. Coś o czym możemy pamiętać, ale nie musimy. Abstrakcja. Tyle tylko, że dźwięk ten mnie samą wprawia w bolesną nostalgię. O ile w obecnych czasach na Powstaniu robi się biznes, tudzież kreuje animozję, o tyle ludziom, którzy doświadczyli tego piekła należy się zasłużona pamięć i nieśmiertelna minuta ciszy. 
Należało by na bok odłożyć dywagacje o moralności lub jej braku w tym zrywie. O słuszności Powstania lub jej niedostatku. I w końcu o słowiańskiej duszy niepokornej, która w polaku jest jak granat odłamkowy. Tej, która każe porywać się, składać w ofierze i odradzać jak przysłowiowy feniks z popiołów. Duszy sarmaty na zagrodzie, przed którym drżeli sąsiedzi drwiąc, że gwałtownik i szaleniec z tych co to z szablą na czołgi. Gdzie drwina i szyderstwo strachem było podszyte. Należało by...

środa, 24 lipca 2013

Dzienniki samochodowe II



Ciąg dalszy wrażeń. Rzec można na gorąco, bo jeszcze mnie drętwota w czterech literach nie puściła po kolejnej sześciogodzinnej jeździe po big city. Big jest na tle big, że po powrocie na własny zacof ulice, które wcześniej przyprawiały mnie o szczękościsk, świeciły pustkami. Luz blues. Po grajdołach mogła bym już bez licencji na niezabijanie jeździć. Wciąż mam problem z podzielnością uwagi - co prawda mniejszy, a skrzynia biegów przestała stanowić całkowitą tabula rasa, bo i pewność poczynań większa.  Z jako takiego balansu i skupienia wyrywały mnie jazdy egzaminacyjne. Trzy jadące dziś przed mną zostały oblane. Jedna wymusiła pierwszeństwo na pieszym, pozostałych nie przyuważyłam. Widziałam tylko jak instruktor kazał zjechać i this is the end jak to śpiewali Doorsi. Kolejny stres i o 140 lżejszy portfel. Cholera, za nim podejdę będę chyba musiała dodatkowe godziny wykupić i łyknąć z kilogram odstresowywaczy ;)

czwartek, 11 lipca 2013

Pięćdziesiąt powodów dla których nie warto czytać byle czego, czyli czytać każdy może...



... trochę lepiej lub trochę gorzej. Parafrazując, chodzi konkretniej nie o umiejętność płynnego czytania,  ale o jakość czytanego dzieła. Wiem, czepiam się bo najistotniejsze, że w ogóle ktoś coś czyta. Niby tak, ale czy mogąc najeść się dajmy na to parmeńską szynką sięgniemy po pospolitą kaszankę? I dlaczego taką kaszankę promuje się na rynkach księgarskich? Nie dość, że naród nie "czytaty", to jeszcze tym, którzy chcą i mogą wciska się jak impotentowi viagrę badziewia w stylu  pięćdziesięciu twarzy żenady?  

piątek, 5 lipca 2013

Etyka ciemniaka.



Coś płodne to moje postowanie. Nie wiem, czy to efekt ucieczki od testów na prawo jazdy, czy też weny, czy jedno i drugie. Najpewniej to emocje, bo sprawa dotyczy kryminalistki zatrudnionej w MEN, która poruszyła i podzieliła społeczność internetową. Nie trudno wywołać burzę wśród internautów, ale w tym wypadku burza rządzi się osobnymi prawami. 

czwartek, 4 lipca 2013

Egzystencjalny paw.



Lubię obserwować. Niestety  zbyt często pozycja bezstronnego obserwatora ulega zachwianiu. I choć neutralność powinna być stanem naturalnym, to czy się tego chce czy nie emocje potrafią wziąć górę, czego żywym przykładem są moje grafomańskie popisy na blogu. 

Tłumaczę sobie jak dziecku, że szkoda czasu i energii. Szczególnie na słowne potyczki w internecie. Zastanawia mnie wtedy ile w tym jest ze mnie, a ile z pasożyta dokarmiającego ego. A że mam lepsze zdjęcia, często więc przymiera głodem. I słusznie. O ile palce i język można poskromić, o tyle oczu zamknąć się nie da. Nie lubię bawić się w trzy małpki, więc obserwuje i wyciągam wnioski. Stąd paw. 

wtorek, 2 lipca 2013

Dzienniki samochodowe I



Będzie cyklicznie jak mniemam i nie całkiem poważnie o nauce jazdy.  Otóż nie mam prawa jazdy. Tak moje drogie panie i drodzy panowie. Wiem, to skandal, żeby w XXI  wieku baba wieku lat niemal czterdziestu nie umiała prowadzić niczego więcej ponad rower tudzież spacerówkę. Przyznam, nigdy nie byłam fanką automobili, pomijając może te niezwykle sentymentalne i nadzwyczajnie urodziwe z lat 20 ubiegło wieku :) Wyrastałam na gangsterskich i wojennych filmach, gdzie przystojni, wypomadowani panowie w lakierkach strzelali do siebie na wzajem, tudzież równie przystojni lecz mniej schludni chłopcy z podziemia rozwalali w zamachach  hitlerowców. Stad może zamiłowanie do pięknych, starych samochodów i twardych mężczyzn ;)